Garderoba

Ze względu na sposób wyświetlania treści, materiały mogą się dłużej ładować lub strona może wymagać odświeżenia.

Dwa teatry
(Garderoba)
Odsłona I
Osoby:
On, lat 24
Ona, lat 33
Przed podniesieniem kurtyny rozbrzmiewa utwór SDM Zbieg
okoliczności łagodzących. W połowie utworu następuje
wyciszenie i podniesienie kurtyny. Scena podzielona na dwie
części. Jedna jest pusta, w drugiej znajduje się dowolnie
wyposażona garderoba teatralna. On i Ona znajdują się w części
pierwszej.
On: (do widowni) Nigdy nie myślałem, że to jest możliwe. Co
innego w filmach, ale w życiu…
Ona: (do widowni) Zawsze o tym marzyłam. Być może to wina
lektur, filmów, a może tego, że jestem po prostu kobietą.
On: Na dodatek, że akurat mnie to może się przydarzyć, to już
całkiem niepojęte. Wprost niewiarygodne!
Ona: Myślę, że to sprawa wszystkiego po trochu. W każdym
razie nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej, że
nigdy mnie to nie spotka i moje życie – akurat moje! –
będzie tego uczucia pozbawione. Oczekiwałam go i byłam
pewna, że wcześniej czy później pojawi się. Zapewne
niespodziewanie, jak przeważnie dzieje się z tym w
naszym życiu, ale nadejdzie w całkiem nieoczekiwanym
momencie.
On: Nie, oczywiście że to nie dlatego, iż nie wierzę w takie
rzeczy w ogóle. Bynajmniej. Rzecz w tym, że tutaj
chodziło o mnie!
2
Ona: I nadeszło! Nie myliłam się.
Ona: W końcu moje pragnienie ziściło się! I to nieomal, że tak
powiem, za pięć dwunasta.
On: Do dzisiaj nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Ale
prawdą jest, że jak tylko ją zobaczyłem, najzwyczajniej w
świecie poraziło mnie.
Ona: Mówię: za pięć dwunasta, chociaż, oczywiście, stara
jeszcze nie jestem. Jednak trzydzieści trzy lata, nie ma co
ukrywać, to dosyć poważny wiek – przynajmniej dla
kobiety. Nasz czas bowiem biegnie jednak inaczej niż
mężczyzn – bardziej bezlitośnie, niestety. No, ale z drugiej
strony taki wiek to też dojrzałość, więc i jakby
potencjalnie odpowiedni grunt na tego typu uczucie chyba
również…
On: Siła wyższa – pomyślałem i czułem się tak, jakbym nagle
odnalazł długo i nieświadomie poszukiwaną swoją drugą
połowę, swoje drugie ja. Dotąd nie wierzyłem w te historie
o animie i animusie, czy też raczej nie chciałem wierzyć,
ale od tej chwili… Krótko mówiąc wiedziałem, że jeżeli w
ogóle już ktoś, to ona i tylko ona i że muszę coś tutaj
zrobić, zdecydować. Dlatego nie namyślając się zbyt
długo, zaraz po zakończonym spektaklu…
Powoli przechodzą do jej garderoby.
Ona: Przyszedł do mnie do garderoby. Bez sutanny, ubrany
oczywiście na czarno, z koloratką pod szyją. Kiedy go zobaczyłam,
nie wiedziałam jak zareagować. Ksiądz? –
pomyślałam. – Tutaj? Na dodatek taki młody? Byłam
naprawdę ogromnie zaskoczona. Po raz pierwszy miałam
tak nietypowego gościa.
3
On: Byłem na piątym roku seminarium, po święceniach
diakonatu, ale jeszcze przed kapłańskimi. Mimo to
musiałem uzyskać dyspensę od papieża, żeby odejść i…
Ona: I tak to się zaczęło. Muszę przyznać, że dosyć
niekonwencjonalnie.
Stoją teraz naprzeciwko siebie.
Staliśmy tak przez dłuższy czas skonsternowani, zupełnie
nie wiedząc, co do siebie powiedzieć i które z nas
powinno pierwsze zacząć. Ja, zaskoczona jego wizytą…
On: A ja, że w ogóle zdecydowałem się tutaj przyjść.
Ona: W końcu nie chcąc, żeby zastała nas tak pasterka,
odezwałam się pierwsza.
Ładne ma pan oczy, wie pan o tym?
On: (do widowni) W oka mgnieniu spąsowiałemu jak róża,
albo raczej spaliłem raka i jednocześnie odjęło mi mowę.
(do niej) Co…?
Ona: Powiedziałam, że ładne ma pan oczy.
Zajmuje miejsce przed lustrem, gdzie będzie usuwać z
twarzy makijaż.
On: (do widowni) Nie na darmo była aktorką. Zresztą, świetną
aktorką! (do niej) Ja…
Ona: Tak? Słucham pana.
On: Chciałem powiedzieć, że jest pani wybitną aktorką! Nigdy
nie widziałem, żeby ktoś grał lepiej.
Ona: No, myślę, że to jednak przesada. Albo niezasłużone
pochlebstwo.
On: To nie pochlebstwo, to prawda.
Ona: Cokolwiek to było należy niewątpliwie do bardzo
sympatycznych ocen. Nawet jeśli nie jest to do końca
prawdą.
4
On: Ja nie kłamię!
Ona: Nie powiedziałam tego. Rzecz w tym, że są i lepsze
aktorki, których akurat mógł pan jeszcze nie widzieć w tej
roli. Jest pan w końcu tak młody… Ale, a propos wieku. Ile
pan ma lat? Jeżeli oczywiście mogę być aż tak
niedyskretna.
On: Dwadzieścia cztery.
Ona: Więc jest pan bardzo młody.
On: To źle?
Ona: Bynajmniej! To piękny wiek. Człowiek nie jest już
nastolatkiem, głupiutkim, niewydarzonym, ale nie wie też
jeszcze, co to starość. Myślę, że dwadzieścia cztery lata, to
pełnia dojrzałości. Oczywiście, z kolejnymi latami jest się
jeszcze bardziej dojrzalszym, ale też zwykle z tym pojawia
się z każdym następnym rokiem natarczywa i dręcząca
świadomość nieuniknionego: świadomość starości. A
także, naturalnie, śmierci.
On: Mówi pani tak, jakby…
Ona: No, proszę dokończyć. Jak?…
On: Przecież pani jest bardzo młoda! Dlaczego pani tak mówi?
W ogóle nie powinna pani tak myśleć, a co dopiero
mówić!
Ona: Jest pan naprawdę miły, ale… Wie pan, ile mam lat?
Zresztą, nieważne. Wystarczy, że jestem od pana starsza o
ładny kawałek czasu. I, proszę, niech pan tak nie stoi! Tam
jest krzesło, niech pan je weźmie i usiądzie tutaj – tak,
żebym mogła pana widzieć.
On: To nic nie znaczy.
Idzie po krzesło, a następnie ustawia je z boku lustra w
pewnej jednak odległości od niego.
5
Ona: Być może dla mężczyzny. Z kobietą jest jednak inaczej.
Przekona się pan jeszcze o tym… Przepraszam, mam
nadzieję, że nie palnęłam gafy?
On: Powiedziała pani tylko to, co myśli.
Ona: No właśnie. Powiedziałam jedynie to, co myślę.
Chwila milczenia.
Jak pan ma na imię?
On: Piotr.
Ona: Piotr. W takim razie, Piotrze, jesteś szczęściarzem: masz
nie tylko ładne oczy, ale i wcale nie gorsze imię.
On: Pani za bardzo mi schlebia. Nie wiem, co powiedzieć…
Ona: Więc nie mów nic. Twoje oczy mówią za ciebie – to
wystarczy.
On: Oczy…?
Ona: (do widowni) Miał w oczach taki ognik, taki filuterny
błysk, że wiedziałam, iż bez względu na to, po co się tutaj
zjawił, nie mogę ot tak sobie, wypuścić go. Musiałam…
Zresztą, nie będę ukrywała, podobał mi się. Cały. Z tym
swoim zakłopotaniem i niepewnością w zachowaniu.
(do niego) Nie denerwuj się. Tak tylko powiedziałam. Bez
zastanowienia.
Pauza.
Mógłbyś mi podać szczotkę do włosów? Jest tam – na
półce.
On wstaje, podchodzi do półki, bierze szczotkę, podaje ją
jej.
Dziękuję.
Pauza.
Piotr.
On: Słucham?
6
Ona: Nie, nic. Tylko tak sobie powtórzyłam. Jednak ładnie
brzmi.
Po chwili ciszy.
Więc mówisz, że podobałam ci się w roli Agnieszki.
On: Bardzo.
Ona: A sztuka? Co powiesz na jej temat?
On: Sztuka?… Jest dobra. Potrzebny jest tylko do niej reżyser
z duszą, który…
Ona: Który?…
On: Który ją zrozumie i nie zniszczy jakimiś pseudoawangardowymi
pomysłami.
Ona: Ty ją zrozumiałeś.
On: Tak. To znaczy tak myślę.
Chwila ciszy.
Ona: I?
On: Co – „i”?
Ona: No, o czym ona jest?
On: Ona…? Jest o przemijaniu, niezrealizowanym uczuciu…
Ona: Niezrealizowanym?
On: To znaczy dokładnie o wzajemnym, obopólnym mijaniu
się. Nie trafieniu na siebie. Chodzi o to, że ci, którzy się
kochają i powinni być razem, z różnych przyczyn
pozostają osobno, w innych związkach. Nie wiem, czy
bardziej czy też mniej udanych, szczęśliwych, ale na
pewno jednak zawsze ze świadomością jakiegoś
niespełnienia i pewnej pustki w życiu. Poza tym dochodzi
tutaj jeszcze bardzo interesująca forma tego
przedstawienia. Oczywiście, są również inne zawarte w
nim rzeczy, ale to już jakby kwestia indywidualnego
odbioru. Ja powiedziałem jedynie, tak myślę, o tym
najważniejszym – jego rdzeniu.
7
Milczenie.
Czemu pani milczy?
Ona: Myślę nad tym, co powiedziałeś.
Po chwili.
Tak, masz rację – o tym właśnie jest ta sztuka. Bardzo
trafnie ją odczytałeś.
Pauza.
Kochałeś kiedyś?
On: Ja…
Ona: Tak? Słucham.
On: Nie wiem, co to ma wspólnego…
Ona: Sam powiedziałeś, że jest to sztuka o niespełnionej
miłości, więc…
Ona: Nie.
Ona: Co – „nie”? Powiedziałeś przecież…
On: Chciałem powiedzieć, że… Nie kochałem.
Ona: Ach tak! Cóż, w takim razie wszystko jeszcze przed tobą.
Ups! Zdaje się, że popełniłam właśnie kolejną gafę.
Krótka pauza.
Przepraszam, jeżeli powiedziałem coś…
On: Nie, nic się nie stało. Pani…
Ona: Maria.
On: Słucham?
Ona: Maria. Mam na imię Maria. Tak będzie łatwiej. I prościej.
Pauza.
No, dokończ, co chciałeś powiedzieć.
On: Powiedzieć… Chciałem… Tak, oczywiście. Właściwie, to
kochałem. I kocham. Nadal. Boga.
Ona: No tak, naturalnie. Ale On, że się tak wyrażę, to zupełnie
inna para kaloszy, Jego, zdaje się, niemal wszyscy
8
kochają. Prawdopodobnie bardziej ze strachu, niż z samej
istoty Jego istnienia i wiary w Niego. A jeżeli nawet nie
kochają, to są niezmiernie wstrzemięźliwi w ocenie Jego
postaci. I to jest w zasadzie normalne, i zrozumiałe. Ale
nie w tym rzecz, mnie chodzi o inną, taką zwykłą,
międzyludzką miłość. Taką…
On: Wiem.
Ona: Czyżby?
On: (do widowni) Znów mnie onieśmieliła. Byłem zły na
siebie i miałem całej tej sytuacji już serdecznie dosyć.
Chciałem, żeby to się wreszcie skończyło jak najszybciej.
Obojętnie jak. Tym bardziej, że to, z czym do niej
przyszedłem, już powiedziałem.
(do niej) To znaczy… Chciałem powiedzieć… Wyobrażam
sobie…
Ona: Wyobrażasz sobie?
Ona wstaje z krzesła i podchodzi do niego.
On: To znaczy…
Ona: Tssst! (kładzie palec na jego ustach) Nic nie mów. Nie
trzeba.
On: Ale…
Pochyla się nad nim i całuje go. Po dłuższej chwili.
Ona: Pewnie będę się smażyła za to w piekle, ale co mi tam, to
będzie kiedyś. Ważne jest dzisiaj – tu i teraz! Prawda?
On: Ja…
Chwila ciszy.
Ona: No dobrze. Więc, co sobie wyobrażasz?
On: Och!, proszę mnie nie dręczyć…
Ona: Mam wrażenie, że o czymś zapomniałeś.
Pauza.
9
Moje imię. Mam na imię Maria.
On: Tak, wiem. Przepraszam. Ale nie mówmy o tym. Proszę.
Ona: Okłamałeś mnie.
On: Okłamałem?
Ona: Nie tylko potrafisz sobie wyobrażać, ty po prostu wiesz to.
On: Nie rozumiem…
Ona: Znasz się na uczuciach, pomimo tak młodego wieku. To
dzisiaj rzadko spotykane.
On: Ja… Nie wiem…
Ona: Za to ja wiem – to wystarczy. Nie zapominaj, że jestem
aktorką. I to dobrą, jak sam raczyłeś zauważyć. Mnie nie
zwiodą przymilne uśmieszki i słodkie słówka, znam się na
tym. Wiem, co to wrażliwość. Ty jesteś wrażliwy.
Kończy usuwać charakteryzację.
No i skończone. Dosyć na dzisiaj! W którą stronę idziesz?
On: Prawdę mówiąc jestem…
Ona: Odprowadzisz mnie?
On: Oczywiście. Tak. Chętnie.
Ona: Świetnie. Więc chodźmy.
Po chwili oboje wychodzą. Następuje wyciemnienie i
jednocześnie dokończenie utworu SDM Zbieg
okoliczności łagodzących.