Od Zeusa do Jezusa

Z okładki książki:poza konfesjonałem

Ktoś może zapytać: Po co niniejsze opowiadania, takie ironiczne,
prześmiewcze? Czy warto burzyć błogi spokój w tym zakresie, to znaczy w obszarze niezwykle wrażliwym i drażliwym, bo religijnym? Naturalnie, dla gnuśnego samozadowolenia i spokoju ducha, lepiej z takimi rzeczami się nie stykać; najlepiej przyjąć religię, jakąkolwiek zresztą, na wiarę i trwać w przyjemnych złudzeniach, że postąpiło się właściwie. Pytanie tylko, czy
naprawdę wybrało się najlepsze rozwiązanie?
Osobiście postrzegam taką postawę jako błędną. I nie chodzi tutaj o to, żeby na siłę odrywać kogoś od jego wierzeń i rytualnych przyzwyczajeń, rzecz przede wszystkim w tym, żeby nie gnuśnieć intelektualnie w okowach fałszywej tradycji i zwykłym zakłamaniu, i żeby postawić sobie pytanie: Czy naprawdę nie jest tak, że tkwię w tym, bo jest mi zwyczajnie z takim podejściem do życia wygodnie, bo nic mnie ono nie kosztuje?
Tomik niniejszych opowiadań, mimo że napisałem je wiele lat temu, ukazuje się dopiero dzisiaj. Na szczęście czas im nie zaszkodził, więc wieloletni poślizg niczego tutaj nie zmienia. Powiem więcej – obecny moment jest jak najbardziej trafiony! A to dlatego, że Kościół, tak jak dawniej, dzisiaj również niebezpiecznie zawłaszcza przestrzeń publiczną, bądź co bądź,
świeckiego państwa; nadal zawłaszcza obszar, który do niego nie należy, czym odciska swoje negatywne piętno na mechanizmie jego funkcjonowania.
Nie było i nie jest moją intencją występowanie przeciwko instytucji jaką jest Kościół katolicki, to jedynie mój głos w sprawie religii jako takiej. Uważam bowiem, że one wszystkie, będąc z gruntu fałszywe, są tak naprawdę zgubą dla człowieka. W naszym europejskim przypadku przykładem tej zguby była działalność św. Inkwizycji, płonące stosy z tzw. heretykami, wyprawy krzyżowe do jakiegoś wyimaginowanego grobu Jezusowego, czy w ogóle większe czy też mniejsze starcia zbrojne o podłożu religijnym; z kolei w przypadku pozaeuropejskim taką zgubą jest dzisiejsza działalność radykałów spod znaku półksiężyca. W obu jednak przypadkach chodzi o to samo – o szkodę, jaką religie nam wyrządzają!
Niniejsze opowiadania, to przede wszystkim mój głos w sprawie poszanowania wolności sumienia, naszej autonomii dotyczącej wyboru tego, w co chce się wierzyć; to głos w sprawie, co do której nikt nie ma pewności jak było, jest i jak ostatecznie będzie.

Autor

Od Zeusa do Jezusa

Projekt okładki:

Paweł Jarosz