Gdy miłość brudna w nas

Ze względu na sposób wyświetlania treści, materiały mogą się dłużej ładować lub strona może wymagać odświeżenia.


Gdy miłość brudna w nas
Nie była jego pierwszą kobietą, ale była pierwszą, na
której mu zależało. Poprzednie zmieniał tak często, jak inni
swoje zdanie czy płytę na talerzu gramofonu. Poznawał je,
był z nimi i… porzucał, jak nieprzydatną rzecz. Wyrzucał ze
swojego życia, jak skasowane bilety. Odchodził zimny i
niewzruszony. Dawało mu to, w jego mniemaniu, jakąś
przewagę, poczucie wyższości, a także dodawało męskości!
Jakby czuł się poprzez takie postępowanie dowartościowany,
był ponad! I było tak, aż do teraz – do momentu, kiedy
spotkał ją.
Początkowo wzbraniała się, czy to wiedząc, czy też
może przeczuwając instynktownie jego chłód, jakąś
niewytłumaczalną inność. Jednak on nie dawał za wygraną –
nie lubił przegrywać. Zresztą, nie umiał tego robić, zawsze
musiał postawić na swoim. Tym razem było podobnie.
Od tego momentu, gdy tylko uległa, jej życie stało się
koszmarem, czymś, co właściwie może się przydarzyć, ale
najwyżej jakiemuś bokserowi na ringu – prawdziwy nokaut!
Tak właśnie się czuła: jakby została znokautowana i
zaliczyła najtragiczniejszy w swoim życiu upadek – tym
tragiczniejszy, że bez wyczuwalnego pod sobą gruntu. Jej
życie podobne było teraz do niekontrolowanego, nerwowego
lotu w przepaść. A to, co było w tym najgorsze, to bezsilność
jego zatrzymania oraz towarzysząca temu świadomość
własnej winy, źródłem której była litość. Jej litość w
odniesieniu do jego osoby! To parszywe uczucie, które
niemal zawsze musi doprowadzić do dramatu, czy to
litującego się, czy też obdarzanego litością. Tym
niepożądanym uczuciem, które właściwie zawsze jest nie na
miejscu.
2
Byli ze sobą dwa lata, dopiero dwa lata, które dla niej
oznaczały jakby wieczność. Był to bowiem czas udręki,
poniżenia i utraty własnej twarzy. I tak jak wojna
przyspiesza psychiczne dojrzewanie, kiedy traci się
bezpowrotnie dzieciństwo czy młodość, tak i z nią było
podobnie: miała wrażenie, że to nie żadne dwa krótkie lata,
lecz dwadzieścia od kiedy się z nim związała! Tak była
potwornie zmęczona i czuła się staro. Co prawda nie miała
już sił walczyć dalej, ale też nie chciała być z nim ani chwili
dłużej. Pragnęła z całych sił wyrwania się spod tego jarzma
permanentnej zależności, pragnęła powrotu do życia. I mimo
ogromnego leku jaki w nie był, panicznego strachu, który
odczuwała w jego obecności, zdecydowała się na krok
ostateczny, postanowiła…
Po wyjściu jego ojca zostali sami. W domu panowała
subtelna, pełna jakiejś tajemnicy cisza, do skonstatowania
jedynie w jakimś starym opustoszałym kościele. Po chwili
jej głos wdarł się w tę ciszę, co zabrzmiało niczym głuche
pęknięcie lustra – suche i dostojne.
– Posłuchaj – powiedziała prawie szeptem. – Jestem
zmęczona takim życiem…
Przerwał jej:
– Co ty pieprzysz? Jaka zmęczona? O czym ty,
kurwa, do mnie rozmawiasz?!
– Jestem zmęczona życiem… – Zawahała się, ale po
chwili zebrała się jednak na odwagę i dodała: – Jestem
zmęczona życiem z tobą! Nie mam już sił. Pozwól mi
odejść… Albo mnie zabij! Bo dłużej już tego nie
wytrzymam.
Nie patrzyła na niego – bała się. Unikała jego
wzorku, niczym diabeł święconej wody i krzyża. Uciekała
3
przed nim jak zastraszony, wylękniony pies przed kolejnym
kopem swego pana. I mimo że głowę miała nisko
opuszczoną, to po tych słowach opadła jej ona jeszcze
głębiej, jakby szykowała się na ostateczny cios kata.
– Czego nie wytrzymasz?! – warknął opryskliwie. –
Co to za gadka? Pewnie już kogoś masz, co? Przyznaj się! –
Złapał ją za podbródek i dodał: – No, co nie chcesz gadać?
Obiecuję ci, że jak się tylko dowiem że kogoś masz – zabiję
jak psa! No, popatrz na mnie – czego mi brakuje co inni
mają, hę? – Rozpiął spodnie i opuścił je w dół. – No, co?
– Ja… – zaczęła niepewnie, nie dokończyła jednak,
bo w tym samym momencie przerwał jej.
– Co za ja? Jakie, kurwa, ja?! Nie ma żadnego ja! –
W tej samej chwili zamachnął się i w następnym momencie
głowa Krystyny odskoczyła w bok.
Nagle pomieszczenie wypełnił histeryczny krzyk –
nie płacz, ale właśnie krzyk, który nie był niczym innym, jak
tylko jednym wielkim spazmem strachu.
– Uspokój się! – krzyknął. – Uspokój się, idiotko!
Tego było jej już za dużo. Zrozumiała, że stoi pod
ścianą i tak naprawdę nigdzie już się nie cofnie – nie ma
miejsca. I wtedy, niespodziewanie, nawet chyba dla niej
samej, w tym kruchym ciele znalazło się tyle wewnętrznej
siły, jakiej chyba nigdy do tej pory nie było; siły, która teraz
w tym właśnie jednym momencie szukała swojego ujścia.
– Nigdy, nigdy nie będę z tobą, słyszysz?! –
Rozniosło się po całym pomieszczeniu, wypełniając chyba
każdy jego zakamarek swoimi decybelami. – Wypluła raz
jeszcze to słowo z taką determinacją, że ten, który by tego
4
słuchał, miałby pewność, że nikt i nic nie jest w stanie tego
jej postanowienia zmienić. – Nigdy!
Krzysztof próbował ją uciszyć, ale ugryzła go w rękę.
Uderzył ją w twarz – raz, drugi, trzeci, po czym jego silne,
duże dłonie oplotły jej wąską szyję, niczym paszczęka
buldoga rączkę dziecka. Krzyk zamarł jej w krtani. Po chwili
było po wszystkim: znieruchomiałe ciało… strach… jeszcze
kieszenie płaszcza i… oczekiwanie. Spokojne oczekiwanie,
jakby na zbawienie, które nie miało nigdy nadejść, a które,
gdyby nawet nadeszło, nie miało już mieć żadnego
znaczenia.
xxx
– Wiesz, co zrobiłeś? – Głos inspektora przywołał go
do rzeczywistości.
– Wiem – chłodno odparł.
– Wiesz, że grozi ci wysoki wyrok.
– Wiem – powtórzył tak samo beznamiętnie. – Tylko
że to nie moja wina. Ja w zasadzie… nie poczuwam się…
– Naprawdę nie rozumiesz? Zabiłeś człowieka,
kobietę, z którą żyłeś!
– Nie chciałem jej zabić… Sprowokowała mnie. To
był zwykły przypadek.
– Być może. W końcu życie składa się z przypadków.
Tyle tylko, że nie powinno się ono składać właśnie z takich.
– Gdyby nie krzyczała… – Bezwiednie wzruszył
ramionami.
I ni to skarga, ni usprawiedliwienie zawisło pomiędzy
nimi, niczym nieme dopowiedzenie – dopowiedzenie,
którym była śmierć – jej śmierć.